Danuta Kunstler-Langner
MAŁA WYSPA
Za kościołem Farnym
światła nocy przelewają się w świt
O czwartej nad ranem moje miasto
budzi się między czernią a bielą.
Chodź ze mną
pokażę ci podwórka z przełamanych chmur
rzeką w której zanurzam myśli jak ciało w kąpieli
małą wyspę przy moście w samym centrum miasta
Na wyspie nikt nie mieszka
nikt nie chodzi
znajdziesz tu tylko muzykę ze statku
który wczoraj płynął
duże drzewa na maleńkiej wyspie
tak mogą wyglądać rośliny losu
na ciemnym skrawku czasu
w twoim bezkresnym istnieniu
w samym środku pragnienia albo niepokoju
pokażę ci Brdę
w tej rzece jest wiele twoich dni
a w jej otwartych oknach widzisz ludzi
którzy zawsze znajdują odpowiednie słowa
To oni
lokatorzy twojej pamięci
pilnują małych rzek płynących w Brdzie
rzeki przypomnienia
rzeki czasu przyszłego
i najbardziej cierpkiej ze wszystkich
rzeki codzienności
a także potoku światła z duszą jak lusterko
oni i ty
rano
nie buduje się domów na maleńkich wyspach
|
Gdyby poezja żyła tylko prawdą rzeczywistą, umarłaby z głodu. Adolf Dygasiński
|
NASZA WENECJA
Szukamy w Wenecji
swoich dawnych spacerów
swoich dawnych słów
Kolor wody w kanałach zmienia czas, radość i odcienie smutku
a przecież mogłabym ci powiedzieć
ile złudzeń wypełnia każdą tajemnicę
i zasłania jej światło sztucznymi kwiatami
ile tych samych dróg znowu do przebycia
jak wiele będzie podróży i zawsze powroty
w to miejsce niedobre
zwane wątpliwością
w kanale gołębie na płynącej gałęzi
cicho jest tu jesienią.
Skąd się bierze ten słodki zapach przemijania
skoro ciepłe są nasze dłonie
i wyrasta między nimi roślina czułości
dziś jesteśmy w Wenecji razem
wachlarze wody w śluzach
gdzieś daleko płyną granatowe łodzie
nieobecni mieszkają w zaułkach zmierzchu
A my szukając tak dosłownie swojej obecności
ustami i znakami rąk
znajdujemy to mieszkanie w kamienicy
wyciętej z zielonej szyby Brdy
jakby wieczność która z rzeką podpływa pod okna
NA STARYM RYNKU
Na bydgoskim rynku
gołębie otwierają okna
gołębie przesuwają chmury
gołębie zamieniają się w deszcz
Dziś spaceruję tutaj i myślę
o tych wenecjach do których podążam
i o jasnych drogach prowadzących
do miejsc poznania
ukrytych przed wzrokiem
przysypanych ironią, czasem i goryczą straty.
Na bydgoskim rynku
czekam na ciebie pod kolorowym parasolem
obok stara studzienka i kolejny kwiecień
A są tu przecież jeszcze niewidoczne przedmioty
które można znaleźć na dawnych fotografiach
rekwizyty, zapach rzeki i witraże mgły
BRDA
W każdej rzece jest niebieska ulica i wąski chodnik
by stopy przywykłe do ciągłego błądzenia
ominęły cień mostu lub nieznany strach.
Brda - jej pejzaż wewnętrzny jakby ze środka wodnego zegara
łączy dwa brzegi moich oczekiwań.
Brda - wody splątane korzeniami drzew
unoszą w dal to co ludzkie: spokój i cierpliwość
Choć nurt dążenia jest ślepy i nigdy nie wraca
PORTRET MOSTU
Most na Brdzie za Farą
splątał go nurt rzeki i brązowe liście,
most przypomina o szukaniu brzegów,
o twej przeprawie dalekiej jak śpiew za stromym witrażem.
Położyć się na nim jak na fortepianie
doświadczyć muzyki wszystkich dźwięków miasta
zaprosić ludzi na wesele aniołów
może nawet piosenkę zapisać na wietrze.
Mosty nad dobrymi rzekami
Ponte Molino w Padwie
i długi deszcz listopada,
kamienne mosty Werony
jak otwarte skrzypce
linowe kładki w górach skąd nie widziałam dróg.
Na moście za Farą ktoś ustawił krzesła,
siedzą kobiety, czeszą białe włosy,
zrzucają do wody kartki i niemądre troski
może nurt zaniesie do rozgrzanych łąk
BYDGOSKIE PASAŻE
Gdy myślę o dali, odbiciach nieba w słonych
jeziorach przy nitce równika
o oknach za słońcami, o drzewach kołczanowych,
dalekich wędrówkach po stopniach Atlasu
przypominam sobie powroty do miasta nad rzeką
Czy jej woda uniesie mnie kiedyś do dobrego kresu
i przywoła muzykę miasta, moje wszystkie głosy
Przecież tam gdzie wylewa swoją ziemską obecność
mieszają się czasy, godziny i daty
a rysunek mojej twarzy na wodzie będzie niezmącony
czasami nad muzyką miasta i śpiewającym w kanale drzewie
wyrasta nad Wenecją roślina zakochanych
Bydgoszcz
chmury gubią fioletowe liście
deszcz przykleja się do ramion twojego płaszcza
głośno rozmawiają gołębie i otwierają okna starych kamieniczek
Lubię zbierać dźwięki miasta do małej torebki
zwłaszcza muzykę Brdy, stukot obcasów i innych miar wierszowych
i lubię tamtego sąsiada który na balkonie rozmawia z zegarem
białe pasaże w lasach
strome pasaże w muzyce poranków
ciche pasaże dalekich wędrówek w ciszy ziemi
|
Każdy moment ludzkiego życia ma w sobie poezję, wytwarza ją. Poezja - to jest przejęcie się chwilą. Stanisław Brzozowski
|
Marian Turwid
Spacer nad Brdą
Idziemy dalej razem
brzegiem Brdy
a obraz za obrazem
coraz to jawi się nowy
i tak niespodziewany,
że trzeba wstrzymać kroku
i żadnym nie płoszyć słowem
nadpływających uroków
List z Bydgoszczy
Ulica biegnąc spadła z mostu do kanału.
Prysła tafla zwierciadła i srebrzy się w szczątkach,
prąd je porwał i niesie zielony z zapału,
tańczący na zakolach, szumiący w zakątkach.
I rośnie nie wstrzymanym podniecany biegiem,
i zieloną przemocą rwie brzeg i przeszkody.
Zbielały z przerażenia spichlerze nad brzegiem
i przysiadły w przestrachu nadrzeczne ogrody.
Aż zuchwalec na gwałty niebaczny i guzy
szalejąc - wpłynął w chytrze zastawione sidła.
Osaczyły go mosty, skuły zastawidła
i porwały za gardło twardą pięścią - śluzy.
Zachłysnął się, zapienił i zsiniały w pętach
tak głową walił w groble aż deszcz krople trysnął,
aż się twardy chwyt śluzy śmiertelnie zacisnął -
wtedy ścichł, w szmaragdowych zamkniętych odmętach.
Ścichł i zmarniał w okowach. Dawnych sił ostatkiem
zwlukł się między uliczki, ogrody, podwórza,
by brać na zgięte barki - tratwy, kutry, statki
i pokornie spichlerzy obmywać podnóża.
Czemu spichlerze nie są pałacami dożów,
a berlinki nie wożą jak lotne gondole
złotej pieśni kanałów otwartemu morzu,
otwartemu na wszystkie błękitne swawole?
"Wenecja" - tak się tęskny zwie sen wyrobnika -
sen rozwiał się z ostatnim słonecznym przebłyskiem;
została chmura "Bydgoszcz" - w chłód liter zamyka
dni mych zieleń, śluz twardym je wiążąc uściskiem.
Pontus
W mojej Bydgoszczy
do której nie wrócę
jest takie miejsce
tajemne i mocne
aurą
historii, wspomnień i nadziei
Ten obraz mam w sobie
kiedy tylko zamknę oczy
Wenecja w kraju dzikich plemion
na Północy
zimna, stalowoszara rzeka
tak miła i piękna
wspomnienie monet bitych
dla polskich królów
i oszustw
sprytnych rzemieślników
I mówię do moich braci
- którzy tam na co dzień
spełniają życie swoje
niedaleko katedr, oper,
dudnienia tramwaju
i szmeru śluz
ojczystych
Kochajcie to miejsce
Jak ja je kocham
Ja jak je noszę
w sercu aby nie utracić
aby zamknąć w słowach
braknie mi talentu
Nie brak mi odwagi
by pamięci dochować